Julian ostatnio bardzo zabiegany :). Tyle się dzieje a czasu na wszystko za mało. Chłopak rośnie w oczach i co chwila wykazuje się coraz większą inwencją twórczą. Umie już wejść na stół aby wylać na podłogę dzbanek z kawą, zrzucać różne nieokreślone przedmioty z balkonu do sąsiadów, rozpędzać się na całego swoim rowerkiem po domu, rzucać piłką na oślep, zbierać "cenne" kamienie i patyki na spacerach, przesiadywać w wykopanych przez psy dołkach i padołach, sypać piachem na odległość, jeść tak aby trafić wszędzie sztućcami, ale niekoniecznie do buzi, pluć płynami, robić w wannie bąbelki z wody, wypijać wodę w kąpieli, skakać po łóżku i efektownie z niego spadać, pisać po ścianach i meblach.....można by tak wymieniać do wieczora.
Mama nie nadąża z aparatem, aby to wszystko skrupulatnie uwieczniać:
Ostatnie dni były upalne, ale Julian zamiast korzystać z aury strasznie się pochorował. Spał 20h na dobę, a resztę czasu spędzał na nocniku. Złapał wirusa, który nieźle go wykończył. Na szczęście szybko zaaplikowane leki postawiły go na nogi, aby z dwojoną siłą spędzić weekend pod okiem dziadków.
Julian do dzisiaj szuka dziadzi i baby w domu po powrocie ze żłobka, a na wieść o nadchodzącej wizycie w Brodnicy strasznie się śmieje.
Trzeba też uważać czym zajmuje się Julian, gdy robi się zbyt cicho. Można na przykład dokładnie przeszukać torebkę mamy i znaleźć materiał nadający się na czapkę z daszkiem!!! :D W sam raz na słoneczne dni;)
W lesie dziecko "spuszczone" z uwięzi natychmiast biegnie w bliżej nieokreślonym kierunku. Prędkości osiągane przez obiekt są już wystarczające na tyle, aby w dwie minuty zniknąć z pola widzenia! Trzeba zatem często ścigać uciekiniera.
Obecnie łobuziak przechodzi fazę powtarzania wyrazów, ale oczywiście są to nadal wytwory własnego julianowego dialektu. Kilka wyrazów ma już opanowanych, ale czasem nie wiadomo czy w sumie właściwie ich używa :). Nasz mały Julek powoli staje się samodzielnym chłopcem, który każdego dnia nabywa nowe umiejętności.
