poniedziałek, 20 lutego 2012

Wieczorne rytuały

Wieczory zawsze staramy się aranżować tak samo, aby Julian wiedział, że nadchodzi noc i czas spania. Przed kąpielą informuję go, że zaraz nastąpi myju-myju :) Sprzątamy zabawki, w czym o dziwo ostatnio nawet stara się pomagać.
Podczas nalewania wody do wanny, Julian pozbywa się części garderoby, która przeważnie nie nadaje się już do ponownego użycia. Następnie musi odbiegać swoje kilometry tak jak go Bóg stworzył. Sprawia mu to niesamowitą frajdę. Widok uciekiniera bez odzienia jest bezcenny i mama pozwala mu na chwile łobuzowania.
Kąpiel idzie sprawnie, Julian używa już mydła we własnym zakresie, chociaż myty jest głównie brzuch. Reszty dopilnuje mama. Trzeba też umyć zęby i obowiązkowo pobawić się trochę zabawkami.
Po kąpieli jest suszenie i ubieranie oraz wygłupy.



Potem Julian czeka jeszcze na podanie witamin i dokonanie reszty zabiegów pielęgnacyjnych.
Wbrew pozorom wieczorne rytuały codziennie są inne, bo same dzieci są nieprzewidywalne. Następowanie po sobie tych samych schematów pozwala Julkowi wyciszyć się (choć czasem wydaje się to być kompletnie niemożliwe w jego przypadku) i pomaga zasnąć. 
W łóżeczku czekają misie, podusia, pielucha i najlepszy przyjaciel: Bill.

Pozostaje życzyć tylko dobrej nocy i mieć nadzieję, że takowa ona będzie :)

niedziela, 19 lutego 2012

Jak powiedzieć KOCHAM?

Jeśli jest się małym chłopcem, często się dokucza i wykańcza mamę, a nade wszystko nie umie się mówić to jak powiedzieć KOCHAM?
Jest kilka sposobów, które czasem przychodzą Julianowi łatwo. Uścisk, świadome utulenie czy szczery uśmiech. Są dla mamy rekompensatą za cały trud. Choć to ulotne sekundy zatopione w godzinach naszego życia, nadają jemu właściwy sens.


Mama też stara się odwzajemnić wyznanie, bez wypowiadania niezrozumiałych jeszcze słów. Dzisiaj tuliliśmy się krótko przy przepięknej piosence Anny Marii Jopek "Piosenka dla Stasia":


Zbliża się zmierzch do Twoich stóp 
Za chwilę będzie tu
Przyniesie Ci
Ziarenka snu
Będziesz mógł biegać po nich boso
Niech twoje sny są cudowne jak żywy świat
Gdzie w kępie mchu
Kosmate ćmy
Myją swe skrzydła kroplą rosy



Czasem też można i tak:



Julianowe zwyczaje

Tydzień pędzi niesłychanie - nim się obejrzymy znowu weekend. Julian chodzi do żłobka dzielnie, już nawet nie płacze przy odprowadzaniu. Ten tydzień przebiegł pod znakiem ataku zimy, większość czasu jeździliśmy do żłobka na saneczkach.Tak najłatwiej było przebić się przez śniegi. Wczoraj z resztek ulepiliśmy bałwanka w lesie, podobał się Julianowi tylko ciężko było mu zrozumieć, że nie wraca z nami do domu.
W domu potrafi dać w kość mamusi, zawsze chce postawić na swoim i bardzo ciężko przychodzi mu słuchanie się. Dlatego też ciekawiło mnie co też Panie w żłobku o nim myślą, ale okazuje się, że tam jest grzeczny i usłuchany. W sumie dobrze, że chociaż gdzieś.:)


Ostatni tydzień postanowił wstawać o 5 rano, więc o 7 już praktycznie był w żłobku. Niestety z powodu drobnych początkowych trudność w przystosowaniu się, smoczuś musiał wrócić. Poza tym ciągle wychodzą zębole co bardzo dokucza Julkowi i trzeba go było jakoś pocieszyć.Przy ząbkowaniu pojawił się oczywiście katar i kaszel - to oznaka, że zęby Julianowi rosną na całego.
W tym tygodniu odwiedziła nas babcia - niestety wpadła na chwilę i nawet nie widziała wnusia. Natomiast przywiozła wielką torbę podarków, z których Julian miał ogromną frajdę! Traktorek z przyczepą oraz zwierzaki są w obrocie od czwartku, a z wyścigówkami najlepiej położyłby się spać! W dodatku Julianowi skapnęło się wiele pięknych ubranek, które na pewno się przydadzą!


 Nasz chłopiec lubi autka, ale bawi się nimi przeważnie układając je koło siebie. Potrafi ustawić cały plac aut - to pewnie po dziadku!






Zwierzątka rozpoznaje i uwielbia je pokazywać w książeczkach. Co do wdawania i naśladowania odgłosów to i owszem, ale wybranych zwierzaków - kota, psa, krowy. Z łatwością z resztą naśladuje dorosłych o ile ma na to ochotę i jest w dobrym nastroju. 


Nade wszystko Julian kocha jednak.....ganiać. Pewnie dlatego tak nazwaliśmy tego bloga. Gania większość czasu, no i przeważnie ucieka bądź ściga Tolę i Billego, ostatnio też sporo czasu poświęca na dokuczaniu szczeniakom. Te jednak nie pozostają mu dłużne - mają już ząbki, których potrafią użyć. Upilnowanie towarzystwa bywa nie lada wyzwaniem.








 Biedaki szukają schronienia przed drapieżcą gdzie się da!


Najbardziej jednak Julian kocha Billa - z wzajemnością. Często okazuje mu ogromne dawki czułości,a nasz Billy odwzajemnia mu to dogrzewając malucha w nocy pod kołderką. Chłopaki się dobrze DOGadują :)

poniedziałek, 13 lutego 2012

Saneczkowe zmagania

Ponieważ przyszła zima to trzeba było użyć saneczki. Zima pewnie zaraz sobie pójdzie, no a sankami na sucho po mieszkaniu to ciężko ;)
Wybraliśmy się z Panem Julianem na saneczki i chociaż nastrój miał od rana barowy to udało się zachęcić go do śniegu, sanek i całej tej Pani zimy.
Próby ciągnięcia sanek - skoro dorośli umieją to przecież będę umiał i ja!




 Chwilowy spadek formy, pewnie przez wybrzydzanie przy śniadaniu.

 Radocha straszna - Tola jako drugi pasażer saneczkowy. Tola mniej zadowolona ale przynajmniej w łapki ciepło. Tola zimy nie lubi, więc wszystkie minusowe temperatury przyprawiają ją o dreszcze.

Jest też i filmik - krótki z wyczynów saneczkowych. Julian był wyjątkowo niemrawy, normalnie go roznosi. Pewnie to z powodu ilości warstw odzienia na sobie, niewyspania (nocami cały czas nie daje się wyspać sobie i nam) i ogólnie przypisanych wiekowi (czyli dwulatkowi) przywar.



sobota, 11 lutego 2012

Kryzys żłobkowy

Podczas ostatniego tygodnia mieliśmy przynajmniej dwa kryzysy : żłobkowy i żołądkowy.
Ten pierwszy dotknął Juliana, ten drugi jego na szczęście nie, ale całą resztę owszem.
Otóż po paru dniach Julian już ochoczo w żłobku zostawać nie chciał, co sygnalizował płaczem przy zaprowadzaniu go i euforią podczas odbierania.
Niestety postarał się także, abyśmy dobrze odczytali jego niezadowolenie żłobkowe - urządza co noc niezłe brewerie, choć z nocy na noc jest lepiej, to nadal nie odpuszcza. Postanowił dać popalić wszystkim w promilu kilometra - tak doniośle się drze :) 
Wieczorami bywa wykończony, bo dzień jest intensywny, a noce średnio przespane.


Całe szczęście, że jest miś, do którego lubi się przytulać, i który gra mu dziwną melodyjkę, która jakimś cudem Julka uspakaja. Działają też nocne czytanie książek oraz tłumaczenia, że noc ciemna trzeba spać.

Poza tym w końcu spadł pierwszy śnieg i udało nam się wypróbować prezent od babci i dziadka czyli saneczki. Szybciej na nich dojeżdżamy do żłobka w tych warunkach pogodowych.
Śnieg bardzo irytuje Juliana i dopiero dzisiaj, przy trzeciej bliskiej konfrontacji zaczął się z nim oswajać czyli podrzucać, obsypywać się i ostatecznie brać do buzi :), co trzeba było szybko ukrócić. W drodze powrotnej z krótkiego spaceru bo mroźno, nawet przysnął na saneczkach.

Poza tym Julkowi wszystko rośnie: zęby (nie zliczę, który znowu się wybija - czwórki już wszystkie są), włosy i nogi chyba też, bo jakiś znowu większy jest. Wydawało się, że ciekawość do bawienia się nieodpowiednimi sprzętami domowymi urosnąć już bardziej nie może - ale cóż, okazuje się, że i owszem.






Wchodzenie na wszystko i we wszystkie niedostępne miejsca też jest świetne!



Pocieszające jest to, że apetyt mu nad wyraz dopisuje i mimo, że postura tego nie zdradza, Julian lubi sobie pojeść, co donoszą nawet Panie w żłobku :)

Na szczęście są i chwile wytchnienia, podczas których JT oddaje się lekturze swych ulubionych książeczek.




sobota, 4 lutego 2012

Sobota w domu

Zwyczajny julianowy dzień, co prawda sobota, ale w sumie Julkowi to bez różnicy!
Na śniadanie szybko jajecznica ze szczypiorkiem, jaja są wiejskie, od babci co sprawia, że Julian wsuwa aż miło:)
Na pierwszy obiad :) o dziwo - pierwszy raz w życiu Julian smakuje mamowego kapuśniaczka.....o dziwo pochłania sam pół maminej miski, co wiąże się z dolewką :) To nic że kiszona kapusta smakuje cierpko w buzi a jemu akurat idą dwie górne czwórki. Jak coś jest dobre to trzeba szamać.
Potem spacer z psami, bardzo zimowy i w kombinezonie. Trudno się wstaje po wywrotce, a jak się biega jak oszalały to jakby jeszcze trudnej. Pewnie dlatego wiecznie trzeba ciuchy w domu prać ;/
"Spacery byłyby takie fajne gdyby tylko Billy sam z siebie przynosił mi piłkę, nie zabierał kiedy z nią uciekam do lasu i generalnie podświadomie czytał wszystkie myśli, które się kumulują mi właśnie w głowie" - pomyślał Julian będąc na spacerze z dwoma Jack Russell Terrierami. Do tego wszystkiego nieznośny mróz, po którym policzki Julka są przez pół dnia ogniste jak u starego bauera :(. Trzeba uważać czy faktycznie w kupowanych kremach dla dzieci na zimę nie ma wody! Krem na zimę jest ale woda w składzie też, a potem pultyny zaognione aż miło. W sumie wcale nie miło, bo skóra Julka wrażliwa jak u mamy i każde takie testy powodują powikłania.





Po powrocie następuje walka z zasypianiem. Jako, że za dokładnie dwa dni Julian skończy półtora roku i w buzi coraz więcej białych kłów się pojawiło (i pojawia) to należało powiedzieć NIE pewnemu przyjacielowi. Dydusiowi, smoczusiowu tudzież kołu ratunkowemu na wszystkie zło tego świata. Wszyscy przyjaciele odeszli, zalegli w szufladzie i zasypianie bez nich bywa bolesne.....i czasochłonne. Dlatego też kładzenie na drzemkę potrafi trwać 1,5 h a sama drzemka godzinę;). Ale warto, bo każde ułożenie do snu procentuje.
O dziwno bo bitwach i bojach dziecko zalega w swoim łóżeczku.
Już rano mama coś wspominała o pysznym obiedzie, tudzież ulubionym Julianowym daniem. Przy niespełna roku już zajadał się nim jak oszalały.Spagetti bolonaise! To jest po prostu coś co dzieci kochają: długi ciągnący makaron, pyszny posmak pomidorowego sosu, ciągnący rozpuszczony ser oraz pyszne mielone mięsko! Najlepiej przyrządzić samemu i zjeść razem z maluchem. Doprawić dorosłym i danie jak marzenie, bez żadnych słoikowych i torebkowych dodatków - Julian się wprost zajada.







W dodatku można jeszcze pokazać dwie sztuczki: mam 1 roczek (na pytanie ile Julek ma lat?) i takie jestem duży! Z pokazywaniem dochodzimy jeszcze do wprawy ale idzie coraz lepiej;) 
A potem to wiadomo posiedzenie czyli to co duzi chłopcy lubią najbardziej













Julek opanowuje sztukę siedzenia i wołania. Dla matki jest to bardzo zbawienne: wystarczy powiedzieć przynieś nocnik, bo będziemy robić kupkę a czasami zdarza się cud - nocnik zostaje przyniesiony sam i dziecko usadzone na nim dokonuje oczywistości ( jak proste a jak cieszy). Nie pamiętam już czy w trakcie ostatniego tygodnia musiałam przebierać julianową pieluchę z poważnym bagażem - to naprawdę sukces!
Jesteśmy z młodziana niezwykle dumni.
Na koniec nostalgicznie