Wieczory zawsze staramy się aranżować tak samo, aby Julian wiedział, że nadchodzi noc i czas spania. Przed kąpielą informuję go, że zaraz nastąpi myju-myju :) Sprzątamy zabawki, w czym o dziwo ostatnio nawet stara się pomagać.
Podczas nalewania wody do wanny, Julian pozbywa się części garderoby, która przeważnie nie nadaje się już do ponownego użycia. Następnie musi odbiegać swoje kilometry tak jak go Bóg stworzył. Sprawia mu to niesamowitą frajdę. Widok uciekiniera bez odzienia jest bezcenny i mama pozwala mu na chwile łobuzowania.
Kąpiel idzie sprawnie, Julian używa już mydła we własnym zakresie, chociaż myty jest głównie brzuch. Reszty dopilnuje mama. Trzeba też umyć zęby i obowiązkowo pobawić się trochę zabawkami.
Po kąpieli jest suszenie i ubieranie oraz wygłupy.
Potem Julian czeka jeszcze na podanie witamin i dokonanie reszty zabiegów pielęgnacyjnych.
Wbrew pozorom wieczorne rytuały codziennie są inne, bo same dzieci są nieprzewidywalne. Następowanie po sobie tych samych schematów pozwala Julkowi wyciszyć się (choć czasem wydaje się to być kompletnie niemożliwe w jego przypadku) i pomaga zasnąć.
W łóżeczku czekają misie, podusia, pielucha i najlepszy przyjaciel: Bill.
Pozostaje życzyć tylko dobrej nocy i mieć nadzieję, że takowa ona będzie :)
































































