niedziela, 11 listopada 2012

Spotkanie ze zwierzakami

Julian tegoroczne Święto Niepodległości spędził w małym zoo - bawił się wybornie! Uwielbia zwierzaki, w ogóle się ich nie boi i wszystkie go bardzo ciekawią. Z owieczkami wszedł nawet na wyższy poziom znajomości rozdając im soczyste buziaki! Węże, jaszczurki czy małpki są dla niego mega atrakcją.

Wrażeń było co niemiara zwłaszcza, że zwierzęta wydawały prawdziwe odgłosy, więc Julian mógł zweryfikować poprawność naśladownictwa używanego przez rodziców.

 Bliskie spotkanie z osłem było emocjonujące - a wrażenia z zoo bezcenne.

 Karmienie kózek to jest dopiero frajda!!











Nie obyło się bez rundki na karuzeli, wybór był oczywisty - mercedes :)



środa, 7 listopada 2012

Zaskoczenie

Zaskoczenie objawia się dwojako: po pierwsze że mamy już późną jesień, a ostatniego posta pisałam...uhuhu...dawno; po drugie tym, że me dziecko tak się zmienia!!

Każdego dnia odkrywam, że robi coś nowego i w końcu zaczął gęgać - a właściwie zaczęło to przypominać mowę  ludzką! Uwielbia opowiadać i przeżywa swe historie straszliwe.

Na szybko to przypominają mi się dwie rzeczy, które mnie strasznie zaskoczyły. Wracając do domu ze żłobka Julian bez zastanowienia wymienił towarzyszy piechurów: mama, Btla (tola), bij (Bill) i ja (Julian). Wiem, że pewnie dla większości rodziców to żaden wyczyn, ale przyłapanie dziecka na świadomym rozumowaniu jest dość zdumiewające.

Drugą rzeczą jest sztuka rysowania. Oj długo nam ona nie szła, albo szybko się nudził albo kredki lądowały w buzi i przewodzie pokarmowym Dżej Ti. Lubił sobie pobazgrać, ale skupienie nie trwało więcej jak jakieś 10 min.Większość rysunków wykonała mama. Aż tu pewnego dnia - wtorku szóstego listopada roku bieżącego dzieciątko bardzo szczegółowo zakolorowało moje ciężarówki i inne wypociny na kartce! Z przejęciem patrzyłam jak Julek stara się dokładnie zakolorować pola na rysunku. Instrukcje co do tego co konkretnie miało się na tym dziele znaleźć Szanowny Pan Jul także dokonywał własnoręcznie. Jest więc nawet mama, tata, tola, bill, pan kierowca w postaci bazgroła za kierownicą ciężarówki i sławny już samochód babci :)
Oto dzieło:
Poza tymi rzeczami jest codziennie kilka drobinek, które okazują się być nowymi odkryciami i umiejętnościami! Oczywiście zaliczają się do tego też pomysły w skakaniu po stole czy robieniu z koca wycinanek. To strasznie cieszy :)

Jesienią Julian dużo spacerował, oczywiście w towarzystwie sfory. Tola może nie przepada bardzo za Julianem, ale jakoś koegzystują i póki co krew się nie polała. Za to Bill jest niekwestionowanym przytulasem i wybawicielem.


Niebawem więcej wieści Julianowych - no i zdjęć!

piątek, 3 sierpnia 2012

Letnio o Julianie

Julian latem zażywa kąpieli jeziornych i też morskich.  Woda go nie przeraża, ale nie okazał się jakoś wielkim entuzjastą dużego zbiornika zwanego jeziorem. Większa frajda to paplanie się w błocie lub też obrzucanie błotem innych (dosłownie - choć może i w przenośni, bo jak na razie jego język ciężko rozszyfrować). Największym pozytywem jest to, że się nie boi ani wody, ani wodnych zjerzdżalni, ani wodnych stworzonek - ryby i wodne robactwo.


Jak nie nad jeziorem to obserwuje otoczenie z balkonu, robiąc z sobie z Billa podusię.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Julian na wywczasie z tatą

Julian jest na wyjeździe z tatą, cicho i pusto bez rozrabiaki. Niby tyle pracy w domu a nie ma co ze sobą zrobić. Postanowiłam nadrobić z blogiem skoro głównego zainteresowanego brak w pobliżu.
Zanim wyjechał zaliczył z tatą i mamą kilka spacerów, rzucał dyskami, oglądał zwierzęta w leśniczówce, dużo podróżował rowerem, zdarzało się też i autobusem. Przede wszystkim bawił się dobrze. Julek uwielbia wychodzić z domu w celach poznawczych.
Zjeżdżalnia to teraz pestka!
Julian opanowuje ostatnio trudną sztukę wołania za potrzebą, bywa, że poza domem przymusi go to i owo ;). Wtedy trzeba posprzątać po Królu Julianie.

 Łap!




 Balony też są fajne, dopóki Bill ich nie przebije.
Na koniec dwa zdjęcia z mniej więcej tego samego czasu, jedno tegoroczne a drugie zeszłoroczne. UROSŁEM!!




środa, 20 czerwca 2012

Kałużologia stosowana

Odkąd w domu i życiu Juliana pojawiły się gumaki imitujące słodkie biedrony, biada wszystkim okolicznym kałużom!
Jeszcze nie wiadomo czym zajmie się Julian w przyszłości, na ten czas uprawia on znaną od dawna naukę kałużologii. Badania nad zawartością kałuż, ich mętnością, zawartością błota, temperaturą i smakiem wody stały się dla Juliana drugim życiem. To nic, że w gumokach woda po kolana a na kurtce, czapce, spodniach i twarzy pełno błota.
Nie dziwne, że przynajmniej raz dzienne przynoszone są na matki kolana gumaki z prośbą o spacer. Niestety ciężko jest wytłumaczyć 2 latkowi, iż przy 30 stopniowym upale kałuż nie ma.....
Dzisiaj było inaczej z racji obfitych opadów deszczowych. Relacja poniżej.









W zawodzie kałużologa trzeba się nachodzić, wiele razy zgłębia się te same kałuże i robi badania. Najpierw spokojnie, potem z większym rozpędem i rozmachem, niestety bywają zawirowania i akcja kończy się na kolanach w kałuży. Wtedy jednak można dobrze zbadać dno i zawartość błocka:).













Kałużologia ma to do siebie, że trzeba bardzo dokładnie wykonywać badanie, sprawdzając jadalność błota i jego rozrzut.






Młody kałużolog nadaje się po wyprawie prosto do prania.