sobota, 11 lutego 2012

Kryzys żłobkowy

Podczas ostatniego tygodnia mieliśmy przynajmniej dwa kryzysy : żłobkowy i żołądkowy.
Ten pierwszy dotknął Juliana, ten drugi jego na szczęście nie, ale całą resztę owszem.
Otóż po paru dniach Julian już ochoczo w żłobku zostawać nie chciał, co sygnalizował płaczem przy zaprowadzaniu go i euforią podczas odbierania.
Niestety postarał się także, abyśmy dobrze odczytali jego niezadowolenie żłobkowe - urządza co noc niezłe brewerie, choć z nocy na noc jest lepiej, to nadal nie odpuszcza. Postanowił dać popalić wszystkim w promilu kilometra - tak doniośle się drze :) 
Wieczorami bywa wykończony, bo dzień jest intensywny, a noce średnio przespane.


Całe szczęście, że jest miś, do którego lubi się przytulać, i który gra mu dziwną melodyjkę, która jakimś cudem Julka uspakaja. Działają też nocne czytanie książek oraz tłumaczenia, że noc ciemna trzeba spać.

Poza tym w końcu spadł pierwszy śnieg i udało nam się wypróbować prezent od babci i dziadka czyli saneczki. Szybciej na nich dojeżdżamy do żłobka w tych warunkach pogodowych.
Śnieg bardzo irytuje Juliana i dopiero dzisiaj, przy trzeciej bliskiej konfrontacji zaczął się z nim oswajać czyli podrzucać, obsypywać się i ostatecznie brać do buzi :), co trzeba było szybko ukrócić. W drodze powrotnej z krótkiego spaceru bo mroźno, nawet przysnął na saneczkach.

Poza tym Julkowi wszystko rośnie: zęby (nie zliczę, który znowu się wybija - czwórki już wszystkie są), włosy i nogi chyba też, bo jakiś znowu większy jest. Wydawało się, że ciekawość do bawienia się nieodpowiednimi sprzętami domowymi urosnąć już bardziej nie może - ale cóż, okazuje się, że i owszem.






Wchodzenie na wszystko i we wszystkie niedostępne miejsca też jest świetne!



Pocieszające jest to, że apetyt mu nad wyraz dopisuje i mimo, że postura tego nie zdradza, Julian lubi sobie pojeść, co donoszą nawet Panie w żłobku :)

Na szczęście są i chwile wytchnienia, podczas których JT oddaje się lekturze swych ulubionych książeczek.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz