sobota, 4 lutego 2012

Sobota w domu

Zwyczajny julianowy dzień, co prawda sobota, ale w sumie Julkowi to bez różnicy!
Na śniadanie szybko jajecznica ze szczypiorkiem, jaja są wiejskie, od babci co sprawia, że Julian wsuwa aż miło:)
Na pierwszy obiad :) o dziwo - pierwszy raz w życiu Julian smakuje mamowego kapuśniaczka.....o dziwo pochłania sam pół maminej miski, co wiąże się z dolewką :) To nic że kiszona kapusta smakuje cierpko w buzi a jemu akurat idą dwie górne czwórki. Jak coś jest dobre to trzeba szamać.
Potem spacer z psami, bardzo zimowy i w kombinezonie. Trudno się wstaje po wywrotce, a jak się biega jak oszalały to jakby jeszcze trudnej. Pewnie dlatego wiecznie trzeba ciuchy w domu prać ;/
"Spacery byłyby takie fajne gdyby tylko Billy sam z siebie przynosił mi piłkę, nie zabierał kiedy z nią uciekam do lasu i generalnie podświadomie czytał wszystkie myśli, które się kumulują mi właśnie w głowie" - pomyślał Julian będąc na spacerze z dwoma Jack Russell Terrierami. Do tego wszystkiego nieznośny mróz, po którym policzki Julka są przez pół dnia ogniste jak u starego bauera :(. Trzeba uważać czy faktycznie w kupowanych kremach dla dzieci na zimę nie ma wody! Krem na zimę jest ale woda w składzie też, a potem pultyny zaognione aż miło. W sumie wcale nie miło, bo skóra Julka wrażliwa jak u mamy i każde takie testy powodują powikłania.





Po powrocie następuje walka z zasypianiem. Jako, że za dokładnie dwa dni Julian skończy półtora roku i w buzi coraz więcej białych kłów się pojawiło (i pojawia) to należało powiedzieć NIE pewnemu przyjacielowi. Dydusiowi, smoczusiowu tudzież kołu ratunkowemu na wszystkie zło tego świata. Wszyscy przyjaciele odeszli, zalegli w szufladzie i zasypianie bez nich bywa bolesne.....i czasochłonne. Dlatego też kładzenie na drzemkę potrafi trwać 1,5 h a sama drzemka godzinę;). Ale warto, bo każde ułożenie do snu procentuje.
O dziwno bo bitwach i bojach dziecko zalega w swoim łóżeczku.
Już rano mama coś wspominała o pysznym obiedzie, tudzież ulubionym Julianowym daniem. Przy niespełna roku już zajadał się nim jak oszalały.Spagetti bolonaise! To jest po prostu coś co dzieci kochają: długi ciągnący makaron, pyszny posmak pomidorowego sosu, ciągnący rozpuszczony ser oraz pyszne mielone mięsko! Najlepiej przyrządzić samemu i zjeść razem z maluchem. Doprawić dorosłym i danie jak marzenie, bez żadnych słoikowych i torebkowych dodatków - Julian się wprost zajada.







W dodatku można jeszcze pokazać dwie sztuczki: mam 1 roczek (na pytanie ile Julek ma lat?) i takie jestem duży! Z pokazywaniem dochodzimy jeszcze do wprawy ale idzie coraz lepiej;) 
A potem to wiadomo posiedzenie czyli to co duzi chłopcy lubią najbardziej













Julek opanowuje sztukę siedzenia i wołania. Dla matki jest to bardzo zbawienne: wystarczy powiedzieć przynieś nocnik, bo będziemy robić kupkę a czasami zdarza się cud - nocnik zostaje przyniesiony sam i dziecko usadzone na nim dokonuje oczywistości ( jak proste a jak cieszy). Nie pamiętam już czy w trakcie ostatniego tygodnia musiałam przebierać julianową pieluchę z poważnym bagażem - to naprawdę sukces!
Jesteśmy z młodziana niezwykle dumni.
Na koniec nostalgicznie






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz