piątek, 3 lutego 2012

Pierwsze wyprawy do żłobka

Dzisiejszego piątkowego poranka postanowiliśmy zacząć gonić Juliana na tym blogu.
Zaczynamy od trzeciego dnia w żłobku.Julian wstaje sam około godziny 6 rano i cichym tuptem z misiem pod pachą biegnie się jeszcze wtulić w resztkę nocnego snu do naszego łóżka. Obowiązkowo trzeba ułożyć się na samym środku i dobrze poprzytulać do każdego z nas, a szczególnie do misia i Billego.

Potem wstajemy i Julian samodzielnie przynosi własny nocnik, żeby załatwić swoje poranne potrzeby - jak na dużego chłopca przystało.Lubi przy tym pobawić się i pogadać no i obowiązkowo napić się dobrego mleczka.
Następnie z mamą dokonuje porannej toalety łącznie z myciem zębów, smarowaniem buzi kremem na zimę oraz łykaniem dzielnie porcji tranu i syropu Hartuś.Wszystko to zajmuje większą lub mniejszą chwilę, w zależności od nastroju Pana Juliana.
Potem jak mama się szykuje do wyjścia to na szczęście jest kilka chwil na zabawę w domu:







Zabawa z klockami idzie już całkiem nieźle, a budowle wychodzące spod ręki Julka są coraz bardziej imponujące. Przydałoby się jeszcze ciut więcej cierpliwości.....
Mama woła już do wyjścia i trzeba włożyć na siebie milion ciepłych rzeczy, bo zmroziło nie na żarty. Dlatego samo wyjście z domu, instalacja w wózku zajmuje wieki! Trzeba naciągnąć ciepłe portki, skarpety, zimowe buty, polarową bluzę i kurtkę. Potem czapka i szal oraz rękawiczki no i opatulenie ciepłym kocykiem w wózku.
Tak gotowi śmigamy spacerkiem (dość żwawym) ku żłobkowi, gdzie Julian spędza po raz trzeci w tym tygodniu, swój dzień.
W żłobku Julianowi podoba się bardzo: nawet nie spojrzy na żegnającą się mamę i gna do swojej grupy Stokrotek! Ma swoją szafkę i Panią, która codziennie go wita z uśmiechem. Pewnie lada moment będzie miał ulubionych kolegów lub koleżanki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz