W ubiegłym tygodniu wybraliśmy się na dłuższy spacer - pogoda dopisała - świeciło słonko, mrozik odpuścił.
Julian bardzo lubi bieżyć :) czyli iść sobie tylko znaną drogą, najlepiej w odwrotnym kierunku, do tego który wyznaczyła mama. Na odludziach nie używa już wózka a jak się zmęczy to chętnie wskakuje mamie na barki.
Uciekinierstwo Julianowe przeważnie ma finał na ziemi. Nie patrząc pod nogi, kiedy równowaga pozostawia jeszcze wiele do życzenia, łatwo o wywrotkę. Julek często leży na ziemi, co bynajmniej mu nie przeszkadza. Niestety z każdego takiego spaceru kurtka i spodnie nadają się do prania, ale kto tam by się tym przejmował!
Jak już upadki się znudzą i głód zawita do żołądka to chętnie wskakuje na barki matczyne w celach regeneracyjnych - poniesienia i nakarmienia.
Natomiast to co kręci Julka najbardziej to zbieganie z górek - przeważnie na oślep, byle szybciej. Nie rzadko z zamkniętymi oczami co skutkuje katastrofą :)
Na koniec uroczego spaceru, gdy zmierzaliśmy do auta, aby udać się do ciepłego domku, Julian uraczył nas takim kupskiem, że trzeba było uchylać szyby w aucie :). Widocznie w beztrosce zapomniał, że w pieluchę niespodzianek już nie robimy :).







































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz