W końcu powiało wiosną! Cieplutko,słonecznie i dobrze by było gdybym mogła napisać wesoło. Niestety Julianowi wychodzą boleśnie kolejne zębole przez co zwyczajnie jest upierdliwy i gorączkuje troszeczkę. Do tego standard czyli katarzysko. Mamy nadzieję, że trójki w końcu się przebiją, bo tak dłużej będzie ciężko wytrzymać;).
Od środy Julek posiedział w domu z mamą z powodów ogólnej niedyspozycji zębowej. Może to i dobrze, jest więcej czasu, aby przyjrzeć się ile Julian zrobił postępów. Zaczął więcej wyrazów powtarzać, choć nadal jest to julianowy dialekt bardziej aniżeli język polski. Pije już dumnie ze szklaneczki, dzisiaj nawet ze smakiem wypił całą szklankę koktajlu z banana i mandarynek. Stara się nabierać jedzenie sztućcami ale większość trafia prosto do psich pysków (nadstawionych oczywiście na kąski).
Udało nam się pojechać na dłuższy spacer. Psy hasały, Julian też. Nosił dyski, pokrzykiwał.
Julian tak się wyhasał, że już potem miał siłę tylko siedzieć w gąszczach. Jak się okazało później - w drodze powrotnej zasnął i obudził się dopiero rano :).



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz